Dzień pierwszy – eksplozja emocji!

XII Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa w Radziejowicach rozpoczęty! Po dwóch latach przerwy Jerzy Kisielewski ponownie przywitał publiczność zgromadzoną wokół sceny i słuchaczy Radia dla Ciebie, które transmitowało wydarzenie. – Wielka radość spotkać Państwa! W tym składzie, przy tej okazji widzieliśmy się dwa lata temu – mówił. – To miejsce żyje, gdy Państwo tu jesteście, gdy możemy zapraszać Was na koncerty i cieszyć się Państwa obecnością – podkreślała Ewa Wytrążek, dyrektor Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach.

Publiczność dopisała, wypełniając zarówno widownię w nowym namiocie koncertowym jak i przestrzeń przed nim. Koncert inaugurujący był prawdziwą eksplozją emocji tłumionych przez miesiące pandemii, zarówno ze trony wykonawców jak i słuchaczy. Beethoven uwolnił je z wielką siłą. Trudno było o lepszy dobór repertuaru na mocny początek Festiwalu. Tego wieczoru Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa pod batutą Pawła Kosa-Nowickiego wykonała wraz z pianistą Pawłem Kowalskim I Koncert Fortepianowy C-dur op. 15 Ludwiga van Beethovena. Druga część koncertu upłynęła przy dźwiękach wspaniałej III Symfonii Es-dur op. 55, Eroica.

Beethoven spina niczym klamra tegoroczną edycję Festiwalu. To nawiązanie do ubiegłorocznej 250. rocznicy urodzin kompozytora, której z oczywistych względów w Radziejowicach nie mogliśmy świętować. Koncert fortepianowy Paweł Kowalski poprzedził muzycznym wstępem – luźną interpretacją utworu „Laura i Filon”, która płynnie przeszła w muzykę Beethovena. Paweł Kos-Nowicki poprowadził pewną ręką orkiestrę złożoną ze wspaniałych młodych muzyków, uwydatniając wszystkie walory kompozycji, zapewniając jednocześnie pełen komfort pianiście, który mógł rozwijać swobodnie swój dialog z orkiestrą. Paweł Kowalski wykonał utwór z właściwą sobie elegancją, gracją i lekkością, dając popis wirtuozerii i technicznej doskonałości. Uderzająca muzykalność i pełna kontrola instrumentu przejawiająca się w wyważonych proporcjach brzmieniowych zachwyciła zgromadzoną w Radziejowicach publiczność.

Koncert C-dur powstał w 1795 roku. Tworzą go część pierwsza, Allegro con brio, żywa i jasna, druga – Largo, liryczna i sentymentalna oraz trzecia, niezwykle dynamiczna i energetyczna – Rondo. Allegro scherzando. Utwór bazuje na urokliwej wymianie myśli między solistą a orkiestrą. Partia fortepianu przybiera tu momentami charakter wirtuozowski. Nie bez powodu mówi się, że słuchając tej kompozycji dowiadujemy się o Beethovenie więcej jako o pianiście niż jako kompozytorze. Fortepian miejscami jednak wycofuje się, tworząc tło dla dialogu smyczków i instrumentów dętych, co jest jednym z elementów nowatorskiego podejścia kompozytora do tego gatunku muzycznego. W utworze dają o sobie znać nieregularne podziały rytmiczne. Wszystko to sprawia, że Beethoven, wyprzedzający zdecydowanie swoją epokę, przez wielu był w czasach jemu współczesnych niezrozumiały i nieakceptowany.

O braku akceptacji nie można mówić w przypadku radziejowickiej publiczności. Koncert wywołał żywiołowy aplauz słuchaczy. Paweł Kowalski został wywołany ponownie na scenę, z której wybrzmiał standard jazzowy „Fly mi to the moon”, który faktycznie płynnie przeniósł nas na księżyc, wprost do „Sonaty księżycowej” Beethovena. Pianista jest wszechstronny, otwarty na różne style i gatunki muzyczne, co potwierdza każdym swoim występem. Owacjom nie było końca.

Po przerwie wybrzmiała wspaniała, wielka III Symfonia Es-dur op. 55 Eroica, jedno z najważniejszych dzieł kompozytora. Utwór miał być dedykowany Napoleonowi Bonaparte, ale gdy Beethoven dowiedział się, że Napoleon ogłosił się Cesarzem Francuzów, wpadł w furię, podarł stronę tytułową i rzucił ją na ziemię. Ferdinand Ries, uczeń kompozytora, przytaczał później słowa Beethovena, które miały paść w tym momencie: „Czyż i on zatem nie jest niczym więcej niż zwykłym człowiekiem? Teraz i on pogwałci prawa ludzi, by zaspokoić swoją ambicję, wyniesie się ponad wszystkich, stanie się tyranem!”. Ostatecznie symfonia otrzymała włoski podtytuł, który w tłumaczeniu brzmi: „Symfonia bohaterska, napisana ku uczczeniu pamięci wielkiego Człowieka”. Interpretuje się to często jako symboliczne pożegnanie Beethovena z wielkością Napoleona, przekreśloną przez małostkową koronację.

Beethoven komponował Eroicę od 1802 do 1804 roku. Był to utwór bardzo nieoczywisty jak na tamte czasy. Za ciasno było już kompozytorowi w klasycyzmie, stawał się powoli prekursorem kolejnej epoki, romantyzmu. Wielu historyków muzyki wskazuje właśnie ten utwór jako otwierający w muzyce drzwi do nowych czasów, „burzy i naporu”. Widać tu wiele wyłomów od klasycznego schematu, zarówno jeśli chodzi o budowę, jak i brzmienie. Ówcześni uważali, że symfonia była zbyt trudna, zbyt chaotyczna i zbyt długa. Zniesmaczały ich liczne dysonanse, dziwne modulacje. Niosła ogromny ładunek emocjonalny. Była ogromnym wyzwaniem dla orkiestry, partytura wymagała od muzyków wirtuozerii i niezwykłej sprawności.

Moment, w którym powstał utwór, był dla kompozytora przełomem. Zmagał się wtedy już ze swoją głuchotą, której pierwsze objawy wystąpiły w okresie 1796-1798. Początkowo sadził, że to przejściowe problemy, ale z czasem uświadomił sobie, że choroba jest nieodwracalna. W 1802 r. przybył do miasteczka Heiligenstadt pod Wiedniem, by podjąć kolejną próbę leczenia, tam stał się w pełni świadom nieuchronności swojego kalectwa. Jesienią 1802 r. napisał list do braci (który ostatecznie nie został wysłany), nazwany przez badaczy twórczości Beethovena „testamentem heligenstadzkim”. Był to moment największego kryzysu. Kompozytor przyznał w liście, że utrata słuchu doprowadziła go niemal do samobójstwa, a przed ostatecznym krokiem powstrzymała go jedynie sztuka. „Naprawdę bowiem wydawało mi się niemożliwe opuścić ten świat, zanim stworzę wszystkie dzieła, które czuję, że muszę skomponować” – pisał.

To, co zamykało serca i uszy współczesnych, budziło podziw i zachwyt radziejowickiej publiczności, dla której utwór nie był ani nazbyt rewolucyjny, ani z całą pewnością nazbyt długi. Koncert zakończył się długimi i hucznymi owacjami na stojąco. Publiczność doceniła geniusz Beethovena, ale też świetną formę orkiestry i sposób, w jaki poprowadził ją Paweł Kos-Nowicki.

To dopiero początek Festiwalu, a emocje sięgnęły już zenitu. Kolejne koncerty będą dalej podgrzewały atmosferę w radziejowskim parku. W poniedziałek publiczność będzie miała okazję wysłuchać utworów Zbigniewa Wodeckiego w jazzowych aranżacjach grupy Piotr Baron Quintet. A wcześniej, o 18.00, Karolina Podorska (skrzypce) i Mateusz Słowikowski (fortepian) wykonają utwory Ludwiga van Beethovena, Emila Młynarskiego, Henryka Wieniawskiego, Józefa Wieniawskiego, Maurice Ravela i Szymona Laksa. Serdecznie zapraszamy!

 

Monika Borkowska