Chwila poezji i intymności

Piątkowy koncert przeniósł publiczność radziejowickiego Festiwalu w poetykę baroku. Paolo Pandolfo, włoski gambista, wykonał trzy suity Jana Sebastiana Bacha na instrumencie historycznym, viola da gamba, dając popis niezwykłego kunsztu i biegłości popartej głębokim zrozumieniem materii muzycznej tamtych czasów.

Właściwie popis to złe słowo. Na scenę wkroczył bowiem drobny, niezwykle skromny człowiek, który postanowił wyeksponować nie siebie, a bachowskie kompozycje, wykorzystując niezwykłe bogactwo brzmienia violi da gamba.

Samotność na scenie może być przytłaczająca, jednak podczas tego koncertu nikt chyba nie miał takiego wrażenia. Może dlatego, że wcale nie wydawało się, jakby muzyk był sam. Viola i jej dźwięki wypełniały przestrzeń na równi z muzykiem. A bogactwo brzmień było ogromne. Głęboki bas stanowił płynną podstawę do snucia motywów melodycznych i eksponowania niezwykłych harmonii bachowskich suit.

Pandolfo podkreślał wielokrotnie, że jego związek z instrumentem oparty jest na szacunku, pokorze i zachwycie. Wszystko to było widać i słychać podczas piątkowego występu. Momentami miało się wrażenie, że tuli violę w swoich objęciach. Ona oddawała mu w zamian piękny, czysty, subtelny, ciepły i naturalny  dźwięk.

Muzyk wykonał suitę G-dur, Es-dur i c-moll. Zgodnie ze sztuką, każda suita rozpoczyna się od preludium, dalej następują kontrastowe pod względem tempa części inspirowane różnymi typami tańca barokowego.

Historia violi da gamba sięga XV wieku. To protoplasta dzisiejszej wiolonczeli. Typowe formy tego instrumentu ukształtowały się na przełomie XV i XVI wieku, były różnej wielkości i stroju – dyszkantowe, altowe, tenorowe, basowe i subbasowe. Brzmienie violi bliskie jest brzmieniu głosu ludzkiego, być może dlatego przemawia do nas wyjątkowo mocno.

Paolo Pandolfo w przeszłości grywał klasykę i jazz. Od 1979 roku zajmuje się wyłącznie muzyką renesansu i baroku. Przez wiele lat koncertował z zespołem Jordiego Savalla „Hesperion XX”. W 1990 roku wydał płytę z sonatami Carla Philippa Emanuela Bacha. Od tego czasu rozwija karierę solową. Został wykładowcą prestiżowej Schola Cantorum Basiliensis w Bazylei. Zrealizował dziesiątki nagrań utworów tych epok, w tym sześciu suit solowych Jana Sebastiana Bacha. Jest również kompozytorem.

Pytano go kiedyś, co jest najtrudniejsze, a co najlepsze w byciu muzykiem. Jako wyzwanie wskazał ciągłe podróże i cierpiące na tym relacje międzyludzkie. „A najlepsza jest cała reszta… chwila poezji i intymność dzielona z innymi”.  Podkreślał, że w trakcie koncertów stara się otwierać serce, przekazując słuchaczom swoje emocje. Muzyk i słuchacz potrzebują siebie nawzajem.

W muzyce celebruje nie tylko dźwięki, ale i ciszę. Wychodzi z założenia, że żadna partytura nie jest kompletna, bo zapisanie wszystkiego w notacji muzycznej po prostu nie jest możliwe. Poszukiwanie tej ukrytej prawdy jest wielkim ryzykiem, ale też prowadzi do szczęścia.

Odnosił się też do swojej fascynacji muzyką dawną. „Przeszłość i to co nowe powinny się ze sobą bardziej łączyć. Wykorzystaj przeszłość, aby zrozumieć teraźniejszość i wykorzystaj teraźniejszość, aby zrozumieć przeszłość. Czas jest tylko iluzją”.

Piątkowy wieczór był magiczny, faktycznie miało się wrażenie, jakby było się poza czasem liniowym.  Kontemplacja, celebracja chwili, która mimo że tu i teraz nawiązywała do tego, co przeszłe, głęboka zaduma i wielkie wzruszenie sprawiły, że dla wielu będzie to doświadczenie niezapomniane. 

W sobotę odbędzie się niezwykły koncert łączący elementy muzyki ludowej, jazzowej i klasycznej. Na radziejowickiej scenie wystąpi trio Andrzeja Jagodzińskiego w towarzystwie Agnieszki Wilczyńskiej (śpiew), Henryka Miśkiewicz (klarnet, saksofon) i Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego w Rzeszowie pod kierownictwem Marcina Sompolińskiego. Serdecznie zapraszamy!

Monka Borkowska