Beethoven na wielki finał!

XII Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa za nami! W finale wybrzmiał z całą mocą Beethoven, który również inaugurował wydarzenie. Na następny festiwal trzeba będzie czekać rok. Zręby programu już są, organizatorzy jednak nie chcą zdradzać szczegółów.

– Za nami jedenaście koncertów festiwalowych. Przychodzą mi na myśl dwa słowa – wdzięczność i nadzieja. Wdzięczność kieruję do naszych pracowników, artystów i wszystkich państwa. Chcę podziękować Pawłowi Kosowi-Nowickiemu, który stoi za programem artystycznym festiwalu. Bez niego festiwal nie miałby takiego kształtu. Ale chcę też wyrazić wdzięczność wszystkim pracownikom służby zdrowia, którzy przez ostatnie półtora roku bardzo ciężko pracowali, stając po stronie życia. Ten koncert właśnie im chciałabym dedykować  – mówiła Ewa Wytrążek, dyrektor Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach.

W niedzielę Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa zagrała wraz z młodą pianistką Rozalią Kierc III Koncert fortepianowy c-moll op. 37 Ludwika van Beethovena oraz VII Symfonię A-dur op. 92.

W Sinfonii Iuventus grają młodzi muzycy, do ukończenia 30 roku życia. Założeniem było stworzenie zespołu, który stworzy młodym instrumentalistom szansę na debiut orkiestrowy. Orkiestra działa od 2008 roku. Współpracowała z wieloma uznanymi dyrygentami i solistami. W niedzielę pokierował nią Marek Wroniszewski, zastępca dyrektora orkiestry.

Rozalia Kierc jest w trakcie studiów pianistycznych, uczy się w Bydgoszczy w klasie Stefana Wojtasa. Jednocześnie studiuje dyrygenturę u Marzeny Diakun. Pianistka od dzieciństwa bardzo lubiła koncert c-moll. Słuchała go często, jako mała dziewczynka wybijała palcem główne tematy na domowym pianinie. W niedzielę po raz pierwszy miała okazję wykonać utwór publicznie.

– Utwory Beethovena nikogo nie pozostawiają obojętnym. Emocjonalna huśtawka, która jest charakterystyczna dla twórczości tego kompozytora, to całe jego życie. Życie, w którym bardzo cierpiał, ale też cały czas karmił w sobie optymizm, wierzył w ludzi – mówił Jerzy Kisielewski, zapowiadając koncert.

Prace nad koncertem fortepianowym c-moll Beethoven rozpoczął w 1800 roku. Wykonał go trzy lat później. Badacze twórczości kompozytora podkreślali, że w pierwszych dwóch koncertach przeważał sznyt wirtuozowski, w trzecim z kolei daje o sobie znać Beethoven – kompozytor, realizujący swoje innowacyjne pomysły muzyczne. To jedyny koncert utrzymany w tonacji moll. Składa się z trzech części – Allegro con brio, Largo i Rondo. Allegro.

Podczas premiery przyjaciel Beethovena Ignaz Xaver von Seyfried przewracał strony nut. Według jego późniejszych relacji w większości były one puste, poza „egipskimi hieroglifami” na paru kartkach, które służyły za wskazówki. Prawie całą partię solową Beethoven zagrał z pamięci, bo nie zdążył spisać jej na papierze. Recenzenci pisali po premierze, że koncert należy do najważniejszych dzieł kompozytora i pod wieloma względami wyróżnia się z reszty dorobku geniusza. Jest dogłębnie dopracowany, konsekwentny, spójny i przejrzysty.

W drugiej części wieczoru orkiestra zagrała VII Symfonię A-dur. To czteroczęściowy utwór, który powstał w latach 1811-1812, podczas pobytu w czeskim uzdrowisku Teplice. Kompozytor zadedykował dzieło hrabiemu Moritzowi von Friesowi. Składa się ono z czterech części – Poco sostenuto – Vivace, Allegretto, Presto i Allegro con brio.

Jak podkreślał w zapowiedzi Kisielewski, druga część utworu jest jednym z najbardziej przejmujących fragmentów muzycznych. W niezwykły sposób pisał o nim w książce „Przybłęda Boży: Beethoven – czyn i człowiek” Witold Hulewicz. „A oto stanęliśmy u ciemnych, przymkniętych wrót. Sączy się z nich sine, stężałe w powadze światło Allegretta. Zakreśliło sobie ciasne wyraźne brzegi, ale wewnątrz nich wyraża wszystko, co można wyrazić i czego nie można. To nie Allegretto, to Adagio mistyczne, wśród wszystkich może najprzedniejsze, sklepione ogromnie w natchnionej wiedzy. W jego ciemni zdobywamy przeczucia jasnowidne. Z jego dobrego mroku czerpiemy i mościmy nim serca na legowisko wszystkim myślom najlepszym. Zastanowienie wczarowane w każdy krok tego wstrzymywanego rytmu. Cóż może być bardziej prostego! Gdzie szukacie Boga? W skomplikowanej krętaninie mózgowych zwojów? W echach wrzawy i ostrzach analizy? Tu On jest! Taki On jest! W tem sobie upodobał…”.

Koncert, na którym wykonano symfonię po raz pierwszy, stał się jednym z największych sukcesów Beethovena. Publiczność domagała się bisu drugiej części. Koncert został powtórzony kilka dni później. Sam Beethoven uważał, że to jedno z jego najlepszych dzieł. Wagner mówił o tej symfonii, że jest apoteozą tańca. Pojawiały się głosy, że jest najbogatsza melodyjnie spośród wszystkich, najprzyjemniejsza i najbardziej zrozumiała.     

Genialne kompozycje Beethovena to godne zwieńczenie radziejowickiego Festiwalu. Osiem ostatnich dni upłynęło pod znakiem wspaniałej muzyki w mistrzowskich wykonaniach. Przeważała klasyka, ale nie zabrakło również jazzu i muzyki świata. Szeroki, różnorodny repertuar sprawił, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Osiem wspaniałych, owocnych dni… Od następnego Festiwalu dzieli nad dwanaście miesięcy. Organizatorzy mają już pomysły na przyszłoroczną odsłonę wydarzenia, nie chcą jednak zdradzać szczegółów. Pozostaje więc czekać… Zapraszamy za rok!

Monika Borkowska